
Telegram z Mamą... polonijną Zwykliśmy mówić z największą czcią i wzruszeniem o Matce... Polce. I słusznie, gdyż jest ona przecież uosobieniem tego co w polskości i kobiecości najważniejsze i... najładniejsze. Połączeniem piękna duszy i niewieściej urody, z mądrością, szlachetnością, odwagą i gotowością do największych nawet poświęceń. To jej zawdzięczamy polski, gościnny dom i wiarę - w Boga, i w człowieka; wychowanie w patriotyzmie pieśni i tradycji świąt. To ona uczy czym jest miłość i dobro, ale i odpowiedzialność, i składa ręce do pierwszego pacierza. Daje poczucie bezpieczeństwa i dumy narodowej. Pokazuje piękno motyla, polskich krajobrazów i ludzi. Śpiewa kolędy i partyzanckie piosenki, i „Pierwszą Brygadę”. Opatruje skaleczenia i rany ducha, ociera łzy. I porzuca rodzinne strony, by towarzyszyć wiernie twojemu ojcu, w tułaczce po cudzych krajach, i by tyrać ciężko, żeby tobie było lepiej, żebyś miał dom. Oto Matka Polka, matka emigrantka - polonijna Mama! W obcym świecie, języku, bez zaplecza dziadków, cioć, znajomych ze znajomościami, zaczyna od nowa budować polskie, orle gniazdo, stwarzać dom dla ciebie. Dom z Bogiem, i z Częstochowską, z miłością, szeleszczącym... polskim językiem, naszymi bajkami i piosenkami - na dobranoc, z Orłem w koronie i wychowaniem w szacunku dla starszych, Kościoła, Warszawy, Mazurka Dąbrowskiego. To dzięki niej - bo gna cię do nauki i odwozi na religię - polskie dzieci są zwykle najlepsze w klasie i wiedzą co dobro, a co grzech. To dzięki niej, to co stanowi w nas polskość i wiarę jest pielęgnowane z takim pietyzmem - z pietyzmem często większym nawet niż w Kraju. Bez twojej polonijnej Mamy rychło zagubiłbyś swą polską, katolicką tożsamość, zagubiłbyś siebie! P.O. |